Produktywność na wyczerpaniu

Piątek, sobota, niedziela – cały weekend przeleciał mi przez palce zupełnie bezproduktywnie. Nie można nazwać tego jednak słodkim lenistwem. Dlaczego? Ponieważ naprawdę chciałam pracować! Miałam zrobić tyle rzeczy; przygotować się do tygodnia wytężonej pracy, zredagować tekst i zrobić kilka zdjęć. Niestety – kreatywność i produktywność opuściły mnie na dobre. Powracające jak bumerang wyrzuty sumienia tylko nakręcały spiralę i czułam coraz większą presję.

Nauczona doświadczeniem porzuciłam (pozornie!) wysiłki, którym miałam się z lubością oddawać i wyszłam na spacer. Efekt? Żaden! Spirala przyspiesza. Sięgam po apteczkę kreatywności: przeglądam ulubione miejsca w sieci, wracam do inspirujących kont na Instagramie. Cóż, nabieram przekonania, że mam do czynienia z superbohaterami, którzy nie śpią i nie mają gorszych dni. Do tego każdego dnia zamieszczają cudowne zdjęcia. Co robię ja? Po raz 10. oglądam „Przyjaciół”. Świadomość, że wiszą nade mną terminy, które nieubłaganie się kończą powoduje, że presja rośnie. Uspokajam się cicho tłumacząc sobie, że mam dwa jeszcze dni, że na pewno zdążę, a teraz odpocznę i jutro ruszę do pracy z nowymi siłami. Niestety, w nocy jestem tak nieszczęśliwa z powodu niewykonanego planu, że nie mogę spać, budzę się już przed 5:00 i próbuje pracować. Choć do tej pory pisanie nie sprawiało mi kłopotu, teraz mogłabym porównać ten proces do konsumowania niesmacznego obiadu u przyszłej teściowej. Nagle coś, co było mi bliskie i sprawiało radość, stało się źródłem mego złego humoru! Jak do tego doszło?! Kiedy?! (Tak, naprawdę miałam ochotę to wykrzyczeć, jednak w porę przypomniałam sobie, że normalni ludzie jeszcze śpią.)
Oczywiście byłam na siebie wściekła. Ze sporym impetem wypadłam na balkon i chyba dopiero rześkie powietrze przywróciło mi zdolność racjonalnego myślenia. Sięgam po telefon i przeglądam swój Instagram; dochodzę do wniosku, że w ciągu ostatnich miesięcy pojawiło się tu mnóstwo zdjęć i niektóre z nich są naprawdę satysfakcjonujące, a co więcej – przywołują wiele miłych wspomnień. Myślę o innych rzeczach, które udało mi się zrobić w ostatnim półroczu. Jasne: mogło być lepiej, ale i tak jest bardzo dobrze.

dsc_0504-6
Tak przyzwyczaiłam się do wydajności i osiągania wyznaczonych celów, że nagły bunt mojej kreatywności jest dla mnie czymś nie do przeskoczenia. Ciągłe przesuwanie granic, nastawienie na wytwór, nie na proces sprawiło, że ostatecznie zmuszałam się niekiedy do czynności, które do tej pory figurowały w mojej głowie jako przyjemności.
Analizując ostatnie tygodnie doszłam do wniosku, że mocno eksploatowałam moją kreatywność, która już wcześniej wysyłała mi sygnały, że chętnie przydałaby się jej krótka przerwa. Dużą trudność sprawia mi wzruszenie ramionami i przyznanie się przed sobą (bo przecież tyle rzeczy robię wyłącznie z własnej inicjatywy, nie odpowiadam za to przed nikim innym), że po prostu nie wyszło. Byłam zmęczona, chora, moje myśli wędrowały ku innym kwestiom. Brzmi banalnie, brzmi jak wymówka , prawda? Cóż z tego, skoro taka jest prawda? Jakkolwiek banalnie to zabrzmi; takie właśnie jest życie, a my nie jesteśmy maszynami. Dlatego trudno skupić się niekiedy na pracy, kiedy jesteś chory albo gorzej – twój ukochany kot choruje.
Może czasem warto wzruszyć ramionami i odłożyć coś na jutro? Albo na później? A może na nigdy?

dsc_0480-00

  • w4osobie

    Ty się w ogóle nie przejmuj Izabela. Każdy to ma i cały weekend robota leży i kwiczy ;). Po prostu czasami nas ludzi też dopada zmęczenie materiału. Mój trzeci remont leży i czeka :-D, i nawet nie wiem na co, bo to nie brak czasu jest powodem, iż nie ruszyłem jeszcze z nim. Ot zwyczajnie, są inne rzeczy jeszcze, a odpoczynek, relaks czy tzw. reset też jest taką rzeczą i każdemu się należy. Powodzenia w realizacji zadań w innym terminie 🙂