S. O. S. czas wolny

Zawsze kiedy mój urlop zbliża się ku końcowi (jak teraz!) po cichu obiecuje sobie, że po powrocie do pracy przeorganizuje sobie czas tak, żeby sprawy zawodowe nie dominowały prywatnych, a także to, że znajdę kilka chwil na robienie rzeczy, które naprawdę lubię. Niestety – tych postanowień jeszcze nigdy nie udało mi się zrealizować. (O koncepcji work-life balance powiedziano już tyle, że nie zamierzam się nad nią rozwodzić, bo nie to jest tematem wpisu.) Mam to szczęście, że uwielbiam swoją pracę i to nieszczęście, że w dużej części wykonuję ją w domu. Naprawdę łatwo się wtedy zatracić i, zasiadając do obowiązków o 16:00, wyrwać się z transu dopiero za kilka godzin (czasami po północy, z małymi przerwami na szybkie jedzenie, prysznic itd.). Możecie sobie wyobrazić jak ciężko znoszą to moi najbliżsi i mój kręgosłup.

Wizja niezapłaconych rachunków to nic przyjemnego, prawda? Staram się jednak nie zapominać, że naprawdę ważne jest to, co mnie uszczęśliwia, nawet jeśli nie przynosi wymiernych zysków. Kiedy pracuje w kolejny już weekend (każdy dzień weekendu), poziom frustracji wzrasta, a nie jest to dobre dla nikogo i niczego.

2

Jak zamierzam to osiągnąć?

Priorytety i nawyki

Praca? Rodzina? Przyjaciele? Ja? Co tak naprawdę jest najważniejsze? Każdy poda inne wartości, ustali odmienną kolejność na liście. Po wykonaniu tego zadania łatwiej jest organizować swój czas i dla punktu 2. rezygnować z czegoś, co znajduje się prawie na końcu spisu. Jeśli cenisz kontakty z rodziną bardziej niż przyjemności własne, zrozumiesz, że w ten weekend lepiej odwiedzić babcię niż szaleć na zakupach, a później bawić się w klubie. Pomóc samotnej ciotce w porządkach czy odpocząć na kanapie z książką? No cóż, mi ustalenie priorytetów pomaga. Codzienność kusi, a w każdym z nas jest porządna dawka egoizmu.

Ważnym jest też  by listę rzeczy ważnych i mniej ważnych często aktualizować.

Poza zasięgiem

Instagram, Facebook, poczta? Często łapię się na tym, że biorę telefon dosłownie na sekundę, a po chwili okazuje się, że minął już kwadrans. To zdarza się  częściej niż raz dziennie! Wolę nie myśleć o ile wzrosłaby moja produktywność, gdybym skutecznie ograniczyła korzystanie z tych aplikacji. Już teraz mam dla części z nich wyłączone powiadomienia – wszelkie: i te dźwiękowe, i te wizualne. Przez oczekiwanie ode mnie ciągłej dostępności (via telefon, poczta) dzień pracy zdaje się nie mieć końca. Czasem nie mogę uwierzyć, kiedy widzę powiadomienie o wiadomości na służbowej poczcie w weekend i to naprawdę bardzo późno. Co więcej – od razu czuję pewną mobilizację, nawet kiedy nie odczytuje. Ten zastrzyk swego rodzaju stresu wprowadza dyskomfort i nie pozwala mi cieszyć się chwilą. Cóż, niektóre rzeczy pozostaną takimi samymi nawet wtedy, kiedy dowiem się o nich dopiero w poniedziałek.

Perfekcjonizm

Być może nie jestem klasyczną perfekcjonistką, ale możesz mi wierzyć, że gdybym miała dostatecznie dużo czasu wiele kwestii śrubowałabym do znudzenia. Na (nie)szczęście wyznaczone terminy są nieubłagane i nie wszystko da się wykonać na 100% zgodnie z pierwotną wizją. Dlaczego? Choćby dlatego, że nie wszystko zależy ode mnie. Świat pędzi w takim tempie, że bycie perfekcjonistką w każdej dziedzinie jest po prostu niemożliwe. Czasem  warto odpuścić.

Sprawdziłam to na płaszczyźnie Instagrama, gdzie dość regularnie zamieszczam zdjęcia. Staram się by galeria była spójna i zgodna z moim poczuciem estetyki. Wcześniej, jeśli zdjęciu w moim przekonaniu „czegoś brakowało”, konsultowałam jego upublicznienie z kimś, kto był obok. Tak, potrafiłam być męcząca pytając: A to? Wrzucić? Pewnego dnia postanowiłam zamieścić zdjęcie, które było dobre, ale nie w pełni mnie satysfakcjonowało. Wyobraź sobie moje zdziwienie, kiedy okazało się, że było najbardziej „lubianym” zdjęciem tygodnia.

Planowanie

Od zawsze byłam entuzjastką kalendarzy i notesów, a samo planowanie polubiłam już wcześniej. Jednak konsekwentne realizowanie planów czasami bywa niewykonalne. To trochę tak jak z wspomnianym wyżej perfekcjonizmem. Dlatego ustalam priorytety poszczególnych zadań. Kiedy wykonam te najważniejsze mogę zwolnić tempa i zabrać się za kolejne. Nie obwiniam się też, kiedy z nie zdążę z czymś mniej ważnym. Po prostu przesuwam to na kolejny dzień. Innym razem – usuwam, bo wydaje mi się zbędne. Pomagają mi też miesięczne (czasem tygodniowe) płachty, na których wpisuje najważniejsze zadania, a pomniejsze staram się dopasowywać. Jestem wzrokowcem, dlatego taki system sprawdza się u mnie znakomicie. Poza tym sporą satysfakcje daje mi odznaczanie zadań jako wykonanych.

Asertywność

Bardzo chętnie pomagam innym i angażuje się w powierzone mi zadania. Niestety nie zmienia to faktu, że moja doba ma nadal 24 godziny. Podczas ostatnich miesięcy zauważyłam, że w moim otoczeniu jest sporo osób, które chętnie dzielą się swoimi obowiązkami. Od tego czasu postanowiłam, że bardziej będę się koncentrować na osobach i zadaniach, które są dla mnie pożyteczne. Nie chce być posądzana o egoizm. Mam na myśli tylko to, że nie zamierzam poświęcać czasu na pomoc osobom, które mnie używają do wykonywania własnych obowiązków. Do odmawiania potrzeba asertywności.

1

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • W moim przypadku zdecydowanie najbardziej pomaga wyłączenie telefonu, dopiero wtedy mogę się właściwie skupić. Choć na początku i z tym było ciężko, biegłam na bieżni, a w głowie cały czas miałam myśl czy przypadkiem właśnie nie dzwonią do mnie z pracy 🙂

    • A ja odczuwam niepokój, kiedy wyłączę telefon; ciągle się zastanawiam czy ktoś akurat nie próbuje się do mnie dodzwonić. Jak udało Ci się osiągnąć taki spokój? 🙂

      • Początkowo po prostu mówiłam znajomym, że wyłączam telefon i podawałam im go, żeby nie kusiło mnie włączenie. A wtedy jak już naprawdę nie miałam opcji sprawdzenia go, po chwili rozmowy, angażowałam się tak bardzo w to co robiłam, ze całkiem zapominałam o telefonie. Dziś nawet nie muszę go innym oddawać, po prostu odkładam go na bok i przestaje istnieć 🙂