Trup, którego zjadasz

Ilekroć zasiadamy do obiadu, urządzamy grilla czy serwujemy pieczeń nie myślimy, że podajemy na stół czyjeś zwłoki. „Zabójstwo” czy „morderstwo” to terminy zarezerwowane wyłącznie dla ludzi. Paul McCartney twierdził, że „Gdyby rzeźnie miały szklane ściany, każdy byłby wegetarianinem”. „Jeść przyzwoicie” Karen Duve nie jest jedną z tych zabawnych, popularnonaukowych książek, po które chętnie sięgamy popołudniami. Właściwie, większość mięsożerców wolałaby o niej nie słyszeć.


„Rankiem tego dnia, kiedy postanowiłam zostać lepszym człowiekiem (…)” – tak swoją książkę rozpoczyna Karen Duve. Książkę, która ma być swoistym dziennikiem z jej przemiany. Autorka, za namową przyjaciółki, decyduje się wejść na ścieżkę zdrowia i „jeść przyzwoicie”. To postanowienie noworoczne (akcja książki rozpoczyna się w grudniu 2009 roku) przeradza się w autoeksperyment dietetyczno-etyczny; Duve postanawia kolejno wypróbować na sobie kolejno diety: ekologiczną, wegetariańską, wegańską i frutariańską. Start jest niełatwy – autorka jest entuzjastą gotowych dań (na kartach książki kilkanaście razy pojawia się „przysmak z kurczaka”), słodyczy, a astma, nadwaga i podwyższony cholesterol nie dają o sobie zapomnieć.
Książka jest wielopłaszczynowa. Duve dość skrupulatnie raportuje o przygotowaniach, etapach i trudnościach napotkanych podczas każdej z diet. Nauka czytania etykiet na żywności, znajdowanie sklepów z odpowiednimi produktami, rezygnacja z noszenia skórzanych butów, jeżdżenia konno czy utarczki przy każdym rodzinnym posiłki – to tylko nieliczne wyzwania, jaki musiała stawić czoła. Nie poprzestaje na samej relacji z przebiegu eksperymentu i przedstawieniu wynikających z niego refleksji.
Autorka poszerza swoją wiedzę na tematy związane z produkcją mięsa, ekologii, a nawet biologii. Przytacza naukowe fakty. Niektóre z nich są oczywiste, ale tak niewygodne, że wolimy o nich nie pamiętać. Przypomina, że jesteśmy zwierzętami. Z biologicznego punktu widzenia – nie ma wątpliwości. Nie sposób również odmówić ludziom i zwierzętom wspólnych potrzeb i odczuć – oddychania, strachu, skłonności młodych do zabawy. Zwierzęta konstruują narzędzia, mają poczucie estetyki, potrafią przekazywać sobie informacje także w czasie przeszłym, a niektóre posługują się używając zrębów składni – włączenie z przymiotnikami nazywającymi stopień natężenia. Skoro tak mało nas różni, to czy jemy swoich kuzynów?

„Pomijając różnice psychiczne między nami, zwierzętami – gdy ogarnia nas strach przed śmiercią, wszystkie schodzą na drugi plan. To ważne, abyśmy zdawali sobie sprawę z podobieństw. To ważne, byśmy przyznali, że jesteśmy zwierzętami. Zabijanie czegoś, co się od nas różni, przychodzi nam ze znacznie większą łatwością niż zabijanie istot podobnych do nas.”

Duve pozbywa się kolekcji wypchanych zwierząt, ponieważ dochodzi do wniosku, że jest to równie dziwaczne, co wypchanie dzieci i ustawienie ich w pozach, które sugerują, że świetnie się bawią. Każda kolejna dieta jest bardziej wymagająca. Co więcej – każe bardziej świadomie dokonywać codziennych wyborów. Autorka jednak zachowuje zdrowy rozsądek, nie jest ślepa na fakt, że również w naturze występują mięsożercy. Nie kryje, że razem z modą na biojedzenie pojawił się przemysł, w którym produkcja mięsa czy nabiału niewiele różni się od tej na masową skalę. Dlatego przy ostatniej z diet, frutariańskiej, zastanawia się: Czy jednak wyrzuty sumienia powinniśmy mieć jedynie jedząc zwierzęta? Czy rośliny nie zasługują na równy szacunek? Wątpliwości podsycają wyniki badań C. Backstera, który podłączył do liści rośliny doniczkowej elektrody wykrywacza kłamstw. Kiedy podlewał roślinę, na wyświetlaczu obserwował krzywą, która w odniesieniu do ludzi oznaczałaby pobudzenie pozytywne. Po uszkodzeniu liści pojawiała się krzywa strachu. Zaskakujące? To nic w porównaniu z kolejnym etapem:

„W jednym z późniejszych eksperymentów roślina zidentyfikowała mordercę innej rośliny stojącej w pomieszczeniu, którą ten wyrwał i podeptał. I chociaż w biurze znajdowały się inne osoby, tylko w jego obecności krzywa strachu dramatycznie pięła się w górę.”

Wszystkie fakty, które gromadzi Duve nie pozwalają jej być obojętną. Kilka razy bierze nawet udział w uwalnianiu kur z ferm. Wrażenia? Fermy ciągnące się kilometrami przypominają obozy koncentracyjne, gdzie nioski z obciętymi dziobami, stłoczone do granic możliwości w klatkach, które rozdzierają ich nogi, podskubujące się wzajemnie by rozładować agresję. Obraz jak z futurystycznego horroru. Bada metody uśmiercania zwierząt. Niemal każdy słyszał o młynku mielącym żywe koguciki, ale czy jedząc pyszne udka jesteśmy świadomi, że tego kurczaka najpierw zawieszono żywcem łebkiem w dół, a później przeciągnięto przez zbiornik wodny pod napięciem? Łatwo sobie wyobrazić, że szamocące się zwierzęta często unikają tej kąpieli i zostają skazane na śmierć w męczarniach. Podobnie jak krowy, cierpiące podczas uboju, nie wspominając już o tym rytualnym. Czy to, że i tak mają lepsze warunki niż zwierzęta, na których testuje się kosmetyki i medykamenty jest jakimkolwiek pocieszeniem?
Jakby na marginesie pisarka informuje o katastrofalnych w skutkach zmianach klimatycznych. Obnaża prawdę o tym, jak wiele wspólnego mają one z naszym odżywianiem i wyborami, których dokonujemy każdego dnia jako konsumenci.

Na koniec Duve stoi przed dylematem: co dalej? Dokonuje wyboru, który niesie za sobą zmianę stylu życia na daleki od tego, jaki prowadziła wcześniej.

2

Ta publikacja otwiera oczy na kwestie, od których wolelibyśmy je odwrócić. Duve rozprawia się z wybiórczą empatią, głośno mówi o współodpowiedzialności wszystkich ludzi za losy zwierząt i świata. Jeśli do tej pory ktoś miał wątpliwości odnośnie do tego czy jedzenie zwierząt jest etyczne, po lekturze trudniej będzie zagłuszyć te głosy.
Dużą zaletą jest wcześniej wspomniana wielopłaszczyznowość. Fragmenty przedstawiające zmianę stylu życia przez pryzmat doświadczeń autorki nie tylko mocno uautentyczniają przedstawione wydarzenia, ale również uświadamiają, że tak naprawdę los zwierząt jest w rękach każdego z nas. Co więcej Duve nie jest ogromną entuzjastką stylu eko. Jej sceptycyzm jest niewymuszony; analizuje i wnioskuje, zamiast ślepo realizować wytyczne kolejnych diet. Interesującymi są też przedstawiane reakcje otoczenia na wprowadzaną rewolucję kulinarną. Każdy, kto choć raz odmówił zjedzenia mięsa argumentując to pobudkami etycznymi bez wątpienia odnajdzie tam znajomo brzmiące nuty.
Z kolei miejsca, w których prezentuje relację z wizyt w ekologicznych gospodarstwach, spotkań ze zwolennikami i przeciwnikami produkcji mięsa i upraw roślin na skalę przemysłową, a także praktykami wybranych diet wprowadzają zasadną polifoniczność. Co więcej, te fragmenty pozwalają poszerzyć swoją wiedzę na temat wytwarzania żywności, sytuacji zwierząt, ich realnego cierpienia i patologii, do których dochodzi w imię zysku. Ten, komu brakowało argumentów w dyskusji o celowości ograniczenia spożycia mięsa znajdzie tu dość naukowych, ale i kulturowych argumentów.

Książka zmusza do refleksji i autorefleksji. Z Duve można się zgadzać lub nie, lecz szeroki i zróżnicowany wachlarz argumentów nie pozostawia wątpliwości, że wiele kwestii w naszej relacji ze zwierzętami wymaga natychmiastowej atencji. Nie można również odmówić autorce zdeterminowania i skrupulatności przy dokumentowaniu przebiegu autoeksperymentu.  Pozycja ciężkostrawna, nie tylko dla mięsożerców.

 

Informacje o książce

autor: Karen Duve
tytuł: Jeść przyzwoicie. Autoeksperyment.

wydawnictwo: Wydawnictwo Czarne
miejsce i rok wydania: Wołowiec 2013
liczba stron: 335

  • Marzena W (Marzena Fotografuje

    Przeczytałam z zaciekawieniem ten post, bo ostatnio ograniczam ilość jedzonego mięsa. Niestety człowiek jest najokrutniejszym ze zwierząt. Świetna recenzja. Pozdrawiam 🙂

    • Masz rację. Do tego ludzie są mistrzami w pozbawianiu się poczucia winy :/ tak łatwo znajdujemy usprawiedliwienie dla naszych win.

  • tymianek

    Podoba mi się ta recenzja, do książki przymierzam się od dłuższego czasu, ale na razie brak sił. Serio, od tylu lat czytam publikacje o podobnej tematyce, że teraz muszę zrobić sobie detoks. Ba, podczas jednych ze studiów wizytowałam nawet fermy drobiu i zapoznawałam się z unowocześniami w rzeźniach… Nie jestem pewna, czy człowieka można nazwać najokrutniejszym ze zwierząt, ale zbyt często jest on zwierzęciem bezrefleksyjnym i okrutnym.